Wiadomość od asystenta przyszła o 23:47. „Elżbieto, system bezpieczeństwa państwowego pobrał twoje akta stanu cywilnego. Jesteś zamężna. Od czternastu lat. I właśnie wszczęto śledztwo w sprawie…

Wiadomość od asystenta przyszła o 23:47. „Elżbieto, system bezpieczeństwa państwowego pobrał twoje akta stanu cywilnego. Jesteś zamężna. Od czternastu lat. I właśnie wszczęto śledztwo w sprawie...

Elżbieta stała przy kuchennym blacie, rozbijając jajka do miski. Miała przed sobą długi wieczór – raport z symulacji laserowej Gen 2 czekał na korektę, a jutro miała go przedstawić kierownictwu. Jej umysł wciąż pracował nad błędem w systemie, gdy telefon na blacie zamrugał. Otworzyła wiadomość od Juliana, swojego asystenta.

Thumbnail

„Elżbieto, musimy porozmawiać. Chodzi o twój status cywilny. System bezpieczeństwa państwowego pobrał twoje akta stanu cywilnego. Ale to nie wszystko.

Prokuratura wszczęła śledztwo przeciwko tobie i osobie, z którą prowadzisz wspólne gospodarstwo domowe. To pilne. Proszę, odpowiedz. ”

Fala kwasu żołądkowego podeszła do jej przełyku.

Poczuła, jak żołądek ściska się lodowato, a ręce zaczynają drżeć. Oparła się o blat, próbując złapać oddech. Odpowiedziała drżącymi palcami: „Co to znaczy? O czym ty mówisz?

Odpowiedź przyszła po kilku sekundach: „Masz męża. Legalnego męża. Wzięłaś ślub cywilny w Sopocie czternaście lat temu. Ale nie z tym, z kim myślisz.

Sprawdź. System pokazuje, że twój mąż szybko zawarł nowy związek – wziął ślub cywilny z nową partnerką w Sopocie. Nazywa się Marta. Ale co ważniejsze, śledztwo dotyczy nielegalnego finansowania projektów badawczych.

Personel otrzymywał tajne stypendia przez oddzielny system państwowy, które nigdy nie pojawiały się na wyciągach bankowych. Ty i ten mąż jesteście w tym zamieszani. ”

Elżbieta wzięła głęboki oddech. Jej mąż.

Czternaście lat temu. Miała dwadzieścia cztery lata, studiowała fizykę i pracowała nad doktoratem. Nigdy nie była w Sopocie. Nigdy nie podpisała żadnego dokumentu.

To musiała być pomyłka. Albo coś znacznie gorszego. Odpowiedziała: „Nie wiem, o czym mówisz. Nie jestem zamężna.

Julian odpisał: „System jest jednoznaczny. Ale jest jeszcze coś. W aktach jest adnotacja o trzech milionach złotych, które wpłynęły na konto powiązane z twoim nazwiskiem. Wtedy dopiero dołączyłaś do zespołu.

To może wyglądać jak korupcja. ”

Kwas w jej gardle znów podszedł do góry. Usiadła ciężko na krześle. Jej umysł pracował gorączkowo.

Trzy miliony. Nigdy nie miała takich pieniędzy. Ale ktoś mógł je wpłacić na jej nazwisko, żeby ją wrobić. Ktoś, kto znał jej dane.

Spojrzała na koszulę Juliana – granatową, elegancką, z rękawami podwiniętymi do łokci. Znał ją od lat. Zawsze był lojalny. Ale dlaczego pisał do niej o tym wieczorem, zamiast zadzwonić?

Wstała i podeszła do drzwi. Były zamknięte na klucz. Przekręciła zamek, potem otworzyła drzwi na oścież i wyjrzała na korytarz. Nikogo tam nie było.

Tylko zimne światło jarzeniówki i cisza. Zamknęła drzwi z powrotem. Wróciła do telefonu. Napisała: „Spotkajmy się.

Jutro rano. W laboratorium. Muszę to zobaczyć na własne oczy. ”

Julian odpisał: „Nie będzie dobrze.

Ale jeśli chcesz, przyjdę. Tylko bądź ostrożna. ”

Położyła telefon ekranem do dołu, podeszła do składanego łóżka, rozłożyła koc i położyła się. Ale sen nie przychodził.

Myślała o Sopocie, o ślubie, o trzech milionach. Ktoś zniszczył jej życie od podszewki. I może właśnie teraz, w tej ciemności, ktoś obserwował każdy jej ruch. Następnego dnia rano Elżbieta weszła do laboratorium.

Julian czekał przy terminalu. Jego twarz była blada, oczy podkrążone. Podsunął jej tablet. – Czytaj – powiedział cicho.

Przeczytała sprawozdanie z akt stanu cywilnego. Data ślubu, miejsce – Sopot. Nazwisko męża – Dominik W. Nazwisko panieńskie – jej własne.

Ale podpis wyglądał na sfałszowany. Jej podpis zawsze był inny. To nie była jej ręka. Spojrzała na Juliana.

– To nie ja. Nie byłam w Sopocie. Nigdy w życiu. Julian potrząsnął głową.

– To może nie wystarczyć. Prokuratura ma zeznania świadka, który potwierdza, że widział cię tamtego dnia w urzędzie stanu cywilnego. Zaświadczenie o dochodach, które wpłynęło na twoje nazwisko, pochodzi z tego samego okresu. Elżbieta poczuła zimny dreszcz na plecach.

– Kto to zeznał? – Nie wiem. Dokumenty są niejawne. Ale wszystko wskazuje na to, że ktoś celowo stworzył ci fałszywą tożsamość.

– Dlaczego? – wyszeptała. Julian westchnął. – Może dlatego, że pracujesz nad projektem Gen 2.

Może dlatego, że twoja praca zagraża komuś. Może ktoś chce cię usunąć z drogi. Elżbieta usiadła. Jej umysł pracował szybko.

Przypomniała sobie coś, co wydarzyło się kilka tygodni temu. Pracowała do późna, a kiedy wróciła do domu, drzwi były uchylone. Weszła ostrożnie. Wszystko wyglądało normalnie, ale na podłodze w przedpokoju leżała pojedyncza kartka – puste oświadczenie, bez nagłówka.

Wtedy zignorowała to. Teraz zrozumiała, że to mogło być ostrzeżenie. Podniosła wzrok na Juliana. – Muszę się dowiedzieć, kto stoi za tym ślubem.

Muszę znaleźć dowody, że to fałszerstwo. Julian pochylił się do przodu. – Mogę ci pomóc, ale ryzykuję pracę. Jeśli ktoś się dowie…

– Zawahał się. – Wiesz, że jestem przy tobie. Ale musisz mi obiecać, że nie wciągniesz mnie w to głębiej, niż to konieczne. Elżbieta skinęła głową.

– Obiecuję. Przez następne dni Elżbieta i Julian pracowali po nocach, przeszukując archiwa, próbując znaleźć jakiekolwiek ślady jej rzekomej obecności w Sopocie. Ale dokumenty były tak skonstruowane, że wyglądały autentycznie: rezerwacja hotelu, bilet kolejowy, zdjęcia z monitoringu w pobliżu urzędu. A na zdjęciach była kobieta, która wyglądała jak Elżbieta – ale to nie była ona.

Ktoś użył jej danych, a może także jej wyglądu. Pewnego wieczoru Julian przyniósł jej wydruk z systemu. – Znalazłem coś. Numer konta, na który wpłynęły te trzy miliony, należy do firmy ochroniarskiej, która działała pod nazwą „Bezpieczeństwo Państwowe 2000”.

To przykrywka. Właścicielem jest… – przerwał i spojrzał na nią z niepokojem. – Twój brat, Marek.

Elżbieta poczuła, jak świat jej się zatacza. Marek? Jej brat, który nigdy nie interesował się jej karierą, który zawsze był zazdrosny o jej sukcesy. Wyjechał za granicę dziesięć lat temu.

Nie kontaktował się z rodziną. Ale to on? Dlaczego? Co miałby zyskać?

– Nie mogę w to uwierzyć – powiedziała cicho. Julian wzruszył ramionami. – Może to on za tym stoi. Może to on wszystko zaplanował.

Może czekał na idealny moment, żeby cię zniszczyć. Elżbieta wzięła teczkę i wsunęła ją do torby. Musiała porozmawiać z Markiem. Musiała dowiedzieć się prawdy.

Spojrzała na Juliana. – Muszę tam pojechać. – Dokąd? – Do niego.

Znajdę go. Julian wyglądał na zaniepokojonego. – To może być pułapka. Jeśli to on, może mieć wspólników.

Zastawić na ciebie sidła. – Nie mam wyboru. Jeśli tego nie zrobię, wyląduję w więzieniu za coś, czego nie zrobiłam. Wstała i podeszła do drzwi.

Julian zawołał ją jeszcze: – Elżbieto, poczekaj. Jeśli coś się stanie… – Zawahał się. – Napisz do mnie.

W każdej chwili. Odpowiedziała mu krótkim skinieniem głowy i wyszła. Następnego dnia rano odebrała telefon. To był Julian.

Głos miał napięty. – System wygenerował nowe ostrzeżenie. Z twojego konta wysłano przelew zagraniczny – do Sopotu, na konto twojego „męża”. Ktoś używa twoich danych w tej chwili.

To znaczy, że twój tożsamość została przejęta. Elżbieta poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy. – Jak to możliwe, skoro siedzę tutaj? – To może być zdalny dostęp do systemu.

Albo ktoś ma twoją kartę. – Julian zawahał się. – Musisz założyć nowe dokumenty. Zmienić wszystkie hasła.

Szybko. Elżbieta wyłączyła telefon. Rozejrzała się po mieszkaniu. Każdy przedmiot wydawał się teraz podejrzany: książki, kubki, zdjęcia na półce.

Ktoś mógł tu wejść, kiedy jej nie było. Ktoś mógł skopiować jej dowód tożsamości, jej dane. I ktoś właśnie działał w jej imieniu. Wstała, podeszła do okna.

Na ulicy paliła się latarnia, a pod nią stał mężczyzna w płaszczu. Nie widziała jego twarzy, ale stał tam od dłuższej chwili. Obserwował budynek. Elżbieta cofnęła się od okna, serce biło jej mocno.

Wiedziała, że czas ucieka. Ale nie miała pojęcia, komu może zaufać. Nawet Marek mógł być tylko pionkiem w większej grze. Musiała działać.

Wsunęła do kieszeni telefon, klucze, i cicho wymknęła się tylnym wyjściem. Na dworze skręciła w boczną uliczkę i przyspieszyła kroku. Nie oglądała się za siebie. Musiała dotrzeć na dworzec i wsiąść w pierwszy pociąg do Sopotu.

To tam zaczęło się to wszystko. Może tam też skończy się ta historia.