Każdy, kto spędził w naszym domu więcej niż dwadzieścia minut, wiedział, gdzie go znaleźć – nawet Grzegorz. Zaczęła też, o czym dowiedziałem się znacznie później, trzymać niewielki notes w kuchennej szufladzie, tuż obok epipenu. Do tego obrazu wciąż wracam. Idąc do pickupa, usłyszałem obrót zasuwy.

To był dźwięk, który znałem z warsztatu, do której dojdę w odpowiednim czasie. Moja siostra wychowała się dwie ulice od Marty, a one obie jeszcze od czasów Gierka kończą nawzajem swoje zdania. Gdyby ktoś zapytał, czy już prawie do nas poszedł, odpowiedziałbym, że nie umiem tego do końca nazwać. Marta należy do ludzi, którzy wszystko zapisują.
Grzegorz i Monika przyjechali do szpitala mniej więcej dwadzieścia minut po karetce. Muszę wrócić do domu – powiedziałem sobie. O 20:43 Monika opublikowała relację na Instagramie. Głos należał do kobiety, która powiedziała: musisz wrócić do szpitala.
Masz wsiąść do samochodu i wrócić do tego szpitala. Nosiłem w sobie to do końca życia. Wrócę do domu, zanim się obudzisz – obiecałem. Miałam do ciebie zadzwonić – usłyszałem w słuchawce.
Wziąłem kurtkę, kluczyki i spojrzałem na trzy rzeczy, które udokumentowałem w ciągu ostatnich dwudziestu minut. Zgasiłem światło w domku i wyszedłem do pickupa. Nie pojechałem najpierw do szpitala. Potem wszedłem do kuchni.
Schowałem telefon do kieszeni. Proszę dać mi dwadzieścia minut – powiedziałem do zgłoszenia do pracownika socjalnego. Raz jej dotknął, sprawdzając, czy nadal tam jest, zanim wszedł do sali do końca. Od miesięcy do niej zaglądałeś – zauważyła pielęgniarka.
Potem sięgnąłem do torby stojącej przy łóżku Marty i znalazłem jej mały notes na spirali, ten, który poprzedniego ranka znalazłem w kuchennej szufladzie. 56000 zł przez 4 lata zapisane starannym pismem Marty, bez pominięcia ani jednego wydatku. Zamknąłem notes i wsunąłem go do kieszeni kurtki wraz z raportem zespołu ratownictwa medycznego, szpitalnymi notatkami i epipenem z nienaruszoną fiolką. Nie idę dziś do prokuratury.
Złożyłem potwierdzoną, nieodwołalną dyspozycję przelewu tej kwoty powiększonej o 56 000 zł z naszych oszczędności na rachunek Marty. Odręcznie spisane zeznanie Edwarda, notes Marty, a w lewej kieszeni na piersi koperta z imieniem Grzegorza. Sięgnąłem do kurtki, wyjąłem notes i bez słowa położyłem go na kocu przed nią. Siedziała tylko i patrzyła na notes.
Wiadomość, którą Grzegorz wysłał w sobotę o 20:51 do klienta posiadającego flotę pojazdów, podczas gdy jego matka leżała na ziemi niecałe 5 km dalej. Wracasz do domu? – zapytała. Wracam do domu – odpowiedziałem.
Mam warsztat do prowadzenia. Sięgnąłem do kieszeni kurtki. Dostęp do rachunków zablokowany. Te pieniądze należały do niej.
Przyszedł jeden list. Włożyłem list do kuchennej szuflady, tej z czerwoną etykietą. W pewną sobotę przyniosłem z warsztatu kafar do słupków i tarcicę, po czym zabrałem się do pracy.
Niektórych się trzymasz, ponieważ to one utrzymały ciebie, kiedy wszystko inne się rozpadało.


