Fluorescent światła na starym szpitalnym korytarzu paliły mnie w oczy, a zapach wybielacza mieszał się z czymś, co próbowałam nazwać nadzieją. Miałam osiemnaście lat, świeżo wyprasowany biały uniform i ręce, które nie drżały, gdy pierwszy raz trzymałam dokumentację pacjenta. Pielęgniarka prowadząca uśmiechnęła się do mnie z uznaniem. Myślałam wtedy, że to początek czegoś dobrego.

Nie wiedziałam, że cztery lata później stanę przed sądem, żeby ocalić własnego syna przed własną matką. Thomas poznałam, gdy byłam jeszcze na studiach. Był czarujący, pewny siebie, a ja byłam młoda i głodna miłości, której nie dostałam w domu. Moja matka, Clara, zawsze powtarzała, że nie jestem wystarczająco mądra, wystarczająco dobra, wystarczająco cokolwiek.
Kiedy zaszłam w ciążę, powiedziała, że zrujnuję sobie życie i że ona nie będzie mnie ratować. Uciekłam z Thomasem, bo wydawał się jedyną osobą, która we mnie wierzyła. Na początku było dobrze. Potem przyszło picie, potem hazard, a w końcu gniew, który wybuchał bez ostrzeżenia.
Thomas potrafił krzyczeć na mnie za źle posolone jedzenie, a gdy próbowałam odejść, groził, że zabierze mi syna. Connor miał wtedy cztery lata i widział więcej, niż powinno widzieć dziecko. Pewnego wieczoru Thomas uderzył mnie w twarz tak mocno, że upadłam na podłogę. Connor zaczął krzyczeć.
To był moment, w którym coś we mnie pękło i już się nie skleiło. Zabrałam Connora i uciekłam do jedynego miejsca, które przychodziło mi do głowy – do domu Clary. Myślałam, że może teraz, gdy potrzebuję pomocy, zobaczę w jej oczach coś innego niż chłód. Myliłam się.
Clara przyjęła nas z kamienną twarzą i powiedziała, że mogę zostać, ale tylko pod jej warunkami. Nie wiedziałam wtedy, że to początek największej zdrady, jaką mogła mi zgotować. Connor nie potrafił spać po tym, co zobaczył. Miewał koszmary, budził się z krzykiem, a ja siedziałam przy nim godzinami, głaszcząc go po plecach i powtarzając, że już jest bezpiecznie.
Ale Clara patrzyła na to z irytacją. „Przestań go rozpuszczać

